Ilustrowany blog muzyczny
Blog > Komentarze do wpisu

Mark Knopfler, Privateering, 2012

Wiosna. Ciepły, słoneczny dzień. Zieleń i kwiaty w pełnym rozkwicie. Ogrodowymi ścieżkami przechadza się przystojny młodzieniec we fraku i cylindrze. Przez otwarte na oścież drzwi z salonu słychać dźwięki fortepianu. Mężczyzna kieruje swe kroki w tamtą stronę. Na palcach wchodzi do domu. Przy białym fortepianie siedzi młoda kobieta, cała w tiulach i koronkach. Smukłymi palcami dotyka klawiszy instrumentu, gra coś niesłychanie pięknego i zwiewnego. Młodzieniec zdejmuje nakrycie głowy i staje przy instrumencie, zafascynowany muzyką i widokiem zniewalającej kobiety. - Jak pani cudownie gra... – mówi nieśmiało po chwili. - A, tak sobie tylko popierdalam.

Ten stary dowcip przypomina mi się od czasu do czasu, gdy słucham, jak gra na gitarze Mark Knopfler. Na samym początku zespół Dire Straits porównywano do Wishbone Ash (np. red. Majewski w tygodniku „Razem”), a Knopflera do Boba Dylana za sprawą podobnie „niedbałego” wokalu. W 1979 roku doszło zresztą do pierwszego spotkania obu panów, co zaowocowało jedną z najsłynniejszych płyt amerykańskiego barda – Slow Train Coming. A potem – potem ani grupy, ani jej lidera nie porównywano już do nikogo.

Pan Marek pojawił się ze swoją muzyką jak gapa, spóźniony o jakieś dziesięć lat. Na Wyspach rebelia punkowa szalała w najlepsze, a on z kumplami zaproponował piosenki napisane w klimacie przełomu lat 60. i 70., wirtuozerską grą przywodząc na myśl Erica ‘Slowhanda’ Claptona.

Jeszcze przed i oczywiście po definitywnym – jak się zdaje – rozwiązaniu Dire Straits Knopfler udzielał się w przeróżnych konfiguracjach personalnych, zapraszał i był zapraszany do nagrań wielu płyt. Pojawiają się wielkie i największe nazwiska w showbiznesie ostatniego półwiecza.

Od lat regularnie nagrywa też płyty solowe. Po trzyletniej przerwie w tych dniach ukazał się Privateering – album aż dwupłytowy. I co? Już dawniej zastanawiałem się, co by się działo, gdyby w świat poszła informacja, że szykuje się nowy krążek Dire Straits, gdyby któraś z ostatnich płyt nie była podpisana jego nazwiskiem, a sygnowana przez zespół. Branża pewnie by zamarła, wielu przyklękłoby na jedno, a może i na dwa kolana w pokornym oczekiwaniu. I chyba nikt nie czułby się rozczarowany. Może nie powalony nową muzyką zespołu, ale na pewno nie byłoby mowy o rozczarowaniu.

Bo Mark Knopfler jest bardzo zdolnym artystą – znakomitym gitarzystą, z tych, co z żadnym Usainem Boltem czy innym Vai się nie ścigają, ale i piekielnie utalentowanym kompozytorem. Gdy wśród obecnych nowości na rynku jego album pojawia się obok krążka Boba Dylana, gdy wrzucam je po sobie do szufladki – porównania są nieuchronne, tym bardziej że podobieństw jest zdecydowanie więcej niż różnic.

Sułtan swingu dziś, jeśli mu wierzyć, skłania się ku korsarstwu i wciąż bardziej i bardziej kieruje ku źródłom, coraz więcej w tym graniu czystego bluesa. Ale to, co zawsze było potężnym atutem jego kompozycji – ogromna melodyjność – pozostaje ciągle na pierwszym planie. Dwadzieścia utworów to naprawdę spora dawka, ale o znużeniu nie ma mowy. Knopfler zmusza słuchacza do tego, by zwolnić, zatrzymać się, w zadziwieniu nadstawić bardzo uważnie ucha. Bo to granie starego mistrza – piękne melodie zaaranżowane i wykonane lekko, a jednocześnie z wielkim kunsztem. Słucham i na chwilę koduję w głowie: „To nowy Dire Straits”. Wspaniałe, warto było czekać.

Privateering - nowy album Marka Knopflera, kiedyś lidera wielkiej formacji, a dziś solisty, który ciągle utrzymuje się w znakomitej formie. Można klękać, ale nie o to chodzi. Należy się wyciszyć, aby posłuchać. Należy posłuchać, aby się wyciszyć.

wtorek, 25 września 2012, mariuszgr4

Polecane wpisy

Komentarze
2012/09/26 22:24:32
Fajny blog. Pisz częściej!
-
Gość: mariuszgr4, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/27 06:50:45
Jeszcze częściej? Obawiam się, że wtedy blog przestanie być "fajny". Po pierwsze, pisać z sensem, a nie na kolanie, po drugie - nie zamęczyć tych, którzy czytają.
-
Gość: aGa, *.mikolow.multimetro.pl
2012/09/29 21:40:20
W każdym razie, nie sposób zapomnieć.
Przyznaję się- podglądam...
-
Gość: mariuszgr4, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/09/30 08:36:18
Dobry wieczór, Agnieszko! Dla takich podglądaczy jak Ty zapisuję te zdania. Więc podglądaj, proszę, jak najczęściej. A jeśli czasem się skrzywisz, daj znać. Z pozdrowieniami.
Kontakt