Ilustrowany blog muzyczny
Blog > Komentarze do wpisu

Wyrwane z kontekstu: The Cream, Badge

Clapton właściwie nigdy nie był gitarzystą rajdowym. Moc Cream (Bruce-Clapton-Baker), okrzyczanej pierwszą supergrupą w dziejach rocka, nie polegała przecież na szaleńczym tempie grania, a na rockowym ładunku podłożonym pod bluesa.

Badge (dzieło Claptona i Harrisona) to swego rodzaju głos z zaświatów, kawałek pochodzący z albumu Goodbye (1969), wydanego już po rozpadzie zespołu, po zaledwie dwuipółletnim okresie działalności.

Z pozoru prosty, niespełna trzyminutowy utwór utrzymany w średnim tempie. Ale co Mr. Eric robi w jego środku! To obłędne gitarowe wejście przyprawiało w końcu lat 60. - a i później też - o zawrót głowy niemal każdego miłośnika ostrego grania. I, co zupełnie dobijało, zostało zagrane jeden jedyny raz! Aby to niesamowite coś usłyszeć ponownie, trzeba było puścić piosenkę raz jeszcze. W moim domu była to pocztówka w kolorze brudnego różu.

Niedługo potem, w 1970 roku, świat ujrzała Layla, swą urodą przyćmiewając wcześniejsze kompozycje gitarzysty, w tym i Badge. Ale na koncertach Clapton wracał do wspólnej z Beatlesem kompozycji wielokrotnie, m. in. na dwupłytowym albumie One More Car, One More Rider (2002). Nie skąpiąc już ani sobie, ani słuchaczom przecudnej urody dźwięków gitary.

wtorek, 12 marca 2013, mariuszgr4

Polecane wpisy

Kontakt