Ilustrowany blog muzyczny
Blog > Komentarze do wpisu

Najlepsze na początku - Holly Blue i Ania Dąbrowska, Urodziny Katowic, Trzy Stawy, 14 września 2013

Słuchając na żywo Ani Dąbrowskiej, zastanawiałem się nad nie do końca jasną granicą. Między czymś, co sprawia, że pop jest zwykłym popem, równo mielącą maszynką, oraz miejscem, w którym - wciąż pozostając piosenką - zyskuje na szlachetności. Co powoduje, że robi się subtelniejszy i nabiera smaku.

Ania Dąbrowska

Mam na półce w domu trzy pierwsze jej płyty (aż się zdziwiłem). Sympatia do artystki datująca się jeszcze z czasów pierwszego "Idola" to za mało, by sięgnąć do portfela. Musiałem więc dopatrzeć się, a raczej dosłuchać w jej propozycjach czegoś nie do końca oczywistego.

Weryfikacja wrażeń sprzed kilku lat podczas występu na żywo nie wystawia Dąbrowskiej dobrej oceny. Miałem skojarzenia z Melą Koteluk, bo po paru numerach zrobiło się w podobny sposób nużąco i przewidywalnie. Będę się upierał przy aranżacjach, bo to one potrafią z banalnej pozornie melodii wydobyć sporo piękna. A te aranże w obu przypadkach są bardzo liniowe - wszyscy instrumentaliści grają allegro, na swoistego maksa. Może to wynika z faktu, że są poprawni, ale nic ponadto? Bo żeby choć jednemu z nich dać trochę pograć, ten musi umieć coś więcej, umieć wziąć na siebie - i unieść - trud nadania prostym nutom lekkości i wdzięku.

Tej subtelności chyba jest trochę na płytach, wczoraj, w plenerowych okolicznościach, zdecydowanie jej zabrakło.

Holly Blue

Jestem pewien, że to co najlepsze wczoraj przy katowickich Trzech Stawach, usłyszeliśmy na samym początku. Usłyszeliśmy? Przerażająco mała garstka ludzi, na początku koncertu mniejsza niż liczba ochroniarzy wokół sceny. Było mi wstyd - nie pierwszy raz zresztą - że jest tak pusto, cicho i byle jak. Co musi się wydarzyć, by ludzie wyszli z domów?

Dwa tygodnie wcześniej miałem okazję liznąć imprez otwierających kolejny sezon kulturalny w Amsterdamie. W parku w centrum miasta trzy sceny stały obok siebie w odległości nie większej niż dwieście metrów. Pozostałych miejsc, gdzie grała muzyka, nie zliczę (mieliśmy z żoną okazję zobaczyć piękny występ połowy składu Arify, niedawno oglądanej w Katowicach). Mnóstwo ludzi, nie tylko młodych, żywiołowe reakcje, ogólna zabawa. Wspominaliśmy oczywiście très b., którego gitarzysta i wokalista, Olivier Heim, ma holenderskie korzenie.

Serce mnie bolało. Taka kapela, jak Holly Blue - projekt Sonii Kopeć i Emila Blanta - mogłaby w kraju tulipanów liczyć na aplauz kilkusetosobowej widowni. Tymczasem miałem wrażenie, że młodziutka, bardzo utalentowana i posiadająca mnóstwo wdzięku wokalistka raz po raz liczy, ile osób jej słucha.

Mysłowicki zespół serwuje granie lokowane w worze z napisem indie rock, sytuujące się - jeśli o rodzimą scenę chodzi - blisko wspomnianego très b. czy Kari Amirian. Ciepły, delikatny wokal, dużo pięknych, urzekających melodii - to naprawdę granie zdecydowanie powyżej jakkolwiek rozumianej średniej.

Mam wrażenie, że gdzieś tam, w Holandii na przykład, pewnie spokojnie kapela zarabiałaby na chleb, a jej członkowie robili to, co w życiu potrafią najlepiej, czyli grali. I mieli poczucie sensu, bo byłaby publiczność, koncerty, płyty - i ufne patrzenie w przyszłość. Wszystko mogłoby sprowadzać się tylko do kwestii skali talentu.

U nas tymczasem mamy nie rynek muzyczny, a ryneczek lidla. Tutaj przebić, by nie przymierać głodem, udaje się nielicznym i, jak to zwykle bywa, niekoniecznie tym, którym najbardziej by się to należało. Póki co jest więc tak, że zespół, który zaistniał w internecie, ma teraz na koncie swój debiutancki album - wydany w wydawnictwie "Falami" Marcina Babki First Flight.

Nie wiem, gdzie Sonia Kopeć, osiemnastoletnia, a niezwykle już dojrzała wokalistka i pianistka, będzie - sama czy z kolegami - za, powiedzmy, siedem lat. Oby nie za jakimś biurkiem, z telefonem przy uchu. Oby to, co usłyszałem wczoraj, było początkiem kariery.

niedziela, 15 września 2013, mariuszgr4
Tagi: Tres b

Polecane wpisy

Kontakt