Ilustrowany blog muzyczny
Blog > Komentarze do wpisu

Borzym na tropach Mitchell

borzym_4

Monika Borzym, jako druga polska wokalistka w ostatnich latach, po Martynie Jakubowicz, mierzy się z piosenkami Joni Mitchell. Z powodzeniem.

*

Joni Mitchell, jedna z ikon pop music, nigdy nie zdobyła w Polsce wielkiej popularności. Najprościej byłoby wrzucić tu jeszcze jeden kamyk do Trójkowego ogródka, ale kto żył w tamtych czasach, ten wie, że czasu antenowego programy muzyczne szczególnie dużo nie zajmowały. I zawsze też - powtórzę, co już nie raz pisałem – działały filtry w postaci upodobań ówczesnych redaktorów.

A jednak jest tak, że w ostatnich latach aż 

dwie panie

śpiewające między Odrą a Bugiem wzięły się za bary z piosenkami kanadyjskiej artystki. O ile płyta Martyny Jakubowicz (Burzliwy błękit Joanny, 2013, z polskimi tekstami Andrzeja Jakubowicza) nie może stanowić szczególnego zaskoczenia – z racji pokolenia i folkowych upodobań – o tyle pójście podobną drogą młodej Moniki Borzym – już tak. Tyle że Borzym od dawna spędza mnóstwo czasu w USA, a tam o zetknięcie się z piosenkami Mitchell i ludźmi zarażonymi ich urodą o wiele łatwiej.



To Pani Moniki dzielenie czasu między USA i Polskę nieodparcie kojarzy się z drogą Grażyny Auguścik. Z tą jednakże różnicą, że ta druga znalazła się w Stanach po przekroczeniu trzydziestki, a Borzym jako nastolatka zaledwie. Cóż, znak czasów.

Można też oczywiście zastanawiać się, czy gdy ma się niespełna dwadzieścia sześć lat i dwie płyty na koncie, tą trzecią powinien być materiał z coverami jednego tylko artysty. Jesteśmy jednak w okolicach wokalistyki jazzowej, gdzie podobna praktyka jest znacznie bardziej powszechna niż na gruncie rockowym. No i – wreszcie - prostą weryfikacją takiej decyzji będzie moment ukazania się wydawnictwa na rynku, a już teraz 

trasa z piosenkami Joni Mitchell

po Polsce.

I tu argumenty zdają się być wyłącznie po stronie artystki. Album nagrała i w trasę ruszyła z trzema muzykami: na bębnach gra Michał Bryndal, znany m.in. z Sofy (razem z Tomaszem Organkiem) czy teraz Voo Voo, na kontrabasie Robert Kubiszyn, stały współpracownik choćby Grzegorza Turnaua czy A. M. Jopek, na gitarach natomiast Mitchell Long. 

To on namówił Borzym do zainteresowania się piosenkami Mitchell, niegdysiejszy hipis, jeden z tych, co to perfekcyjnie rozpracowali patenty gitarowe kanadyjskiej kompozytorki. Bo Mitchell, nie będąc wybitną gitarzystką, musiała szukać dróg na skróty, by zagrać skomplikowane nieraz tonacje. Problem był w tym, że o wymyślonych wytrychach z czasem zapominała – i nie potrafiła tej czy innej piosenki zagrać na żywo. I wtedy nieocenieni okazywali się jej fani, zwłaszcza – rzecz oczywista – ci, co posiedli umiejętność gry na gitarze na znacznie wyższym od przeciętnego poziomie. Jak właśnie Mitchell Long. Który też potrzebował między niektórymi utworami dłuższej przerwy, by ustawić odpowiedni strój.

 

Chemia między czwórką artystów

na scenie była widoczna gołym okiem. Uwagi frontmanki na temat niedawno ukończonej w studiu pracy nad albumem, dziewczyńskie refleksje na temat niedyspozycji głosowej, nieumytych włosów, „niezrobionych” paznokci czy pupilka yorka, o wdzięcznym imieniu Tomek (który wesoło i bezgłośnie przechadzał się po scenie Rialta) – panowie przyjmowali z wyrozumiałością starszych braci, wciąż uśmiechając się do wokalistki i do siebie nawzajem. Publiczność w zdecydowanej większości też przyjmowała te nieformalne zdania ze śmiechem i nagradzając je oklaskami.



Lecz ręce same składały się do braw przede wszystkim za stronę merytoryczną występu. Pieśni Joni M. zostały bowiem z pozoru prosto, ale niezwykle szlachetnie zaaranżowane. W każdej z nich był czas na smakowanie głosu Borzym i chórków męskich, bo panowie  czasem wspierali liderkę, i wreszcie na posłuchanie gitary, basu i bębnów. Klasa Kubiszyna i Bryndala znane są nie od wczoraj, a Long, wychowany na tradycjach rocka lat 60., doskonale wpisywał się w całość.

Koncert sprawił – nie tylko mi - mnóstwo radości. Pozostaje wierzyć, że z płytą będzie podobnie.

P.S. Póki co próżno szukać w YT Borzym śpiewającej pieśni Mitchell, te z przygotowanej do wydania płyty. Stąd - z konieczności - taka a nie inna ilustracja muzyczna niniejszego tekstu. 

(Monika Borzym, Katowice, Rialto, 15 maja)

[W NaTemat: 28 maja 2016]

czwartek, 20 kwietnia 2017, mariuszgr4

Polecane wpisy

Kontakt