Ilustrowany blog muzyczny
Blog > Komentarze do wpisu

Jeszcze jeden Rajd Monte Carlos

santana_IV

Najwybitniejsi dlatego są najwybitniejszymi, że gdzieś kiedyś wyrośli swoimi propozycjami wysoko ponad innych, wytyczyli nowe szlaki w muzyce, ale także dlatego, że wśród zakrętów czasu potrafili nie raz i nie dwa potwierdzać swoją klasę.

*

Kameleonów

w muzyce rockowej, podobnych Davidowi Bowiemu, nie było i nie ma za wielu. Poszukiwanie nowych lądów nie jest proste, a przy tym zawsze grozi utratą starych fanów, niekoniecznie zaś przysporzy nowych. Artyści w okolicach siódmego krzyżyka, ci – powiedzieć trzeba od razu – najlepsi z ocalałych – uwodzą raczej tym, że wciąż potrafią wznieść się jeśli nie na swoje, i nie tylko swoje, najwyższe szczyty, to ledwie nieznacznie niżej. Uwodzą i, jak najbardziej zasłużenie, zasługują w ten sposób na miłość fanów. Tak jak Carlos Santana.

Można oczywiście zastanawiać się, jakimi drogami podążają myśli muzyków, w jaki sposób szukają

inspiracji,

tych impulsów, które raz jeszcze pozwolą im wydobyć z głów i serc nuty i dźwięki niepospolite. Metody są różne, trudno o ich wartościowanie i przedkładanie jednej nad drugą. Weryfikacją, za to bezlitosną, jest efekt końcowy w postaci nowych nagrań.



Najwybitniejsi dlatego są najwybitniejszymi, że gdzieś kiedyś wyrośli swoimi propozycjami wysoko ponad innych, wytyczyli nowe szlaki w muzyce, ale także dlatego, że wśród zakrętów czasu potrafili nie raz i nie dwa potwierdzać swoją klasę.

Santana postanowił wrócić do źródeł, nagrać płytę z tymi, z którymi zaczynał swoją muzyczną podróż, ze współautorami trzech pierwszych krążków sygnowanych nazwą zaczerpniętą od jego nazwiska. I słychać wyraźnie, że ten sam

dobry duch

znów unosił się nad tymi niemłodymi już panami, że dobrej energii było pod dostatkiem, gdy zaczęli wspólne jamowanie. Summa summarum materiał z pewnością arcydzielny nie jest, ale fragmentów znakomitych i bardzo dobrych nie brakuje. Co niezwykle istotne, całość, choć różnorodna, jest zwarta i słucha się jej z przyjemnością.

Zaczyna się od Yambo, prostego, liniowego intro, swoistego wprowadzenia. Już po paru sekundach nie ma wątpliwości, gdzie jesteśmy. Tak grać mogą tylko oni, ten mikst rytmów latynoskich i rokendrola jest niepodrabialny. A zaraz potem mamy absolutną perłę, brawurowy numer Shake It. To mój faworyt - garnek na rozgrzanym piecu aż podskakuje, porywające jest tu wszystko: pulsujące bębny, cudowne, stare hammondy i hendriksowski – pierwszy, ale nie ostatni na płycie – popis gry lidera. I jeszcze... wokal do pomylenia z panem E. C. Do Hendriksa i jego sposobów obsługi gitary wraca Santana raz jeszcze w dynamicznym Caminando.

*

Anywhere You Want To Go jest znana już z radia. To taka

córka, a może wręcz wnuczka

Oye Como Va. Do smakowania w domu albo do tańczenia – np. w tym roku w Dolinie Charlotty, gdzie Santana pojawi się już po raz trzeci. W podobnym klimacie jest piąty w kolejności Love Makes The World Go Round. A między nimi otrzymujemy garść psychodelii – nieco oniryczny numer Fillmore East.

Pulsujący, przebojowy Choo Choo/All Aboard jest jakby ukłonem dla Joego Cockera. Nietrudno sobie wyobrazić właśnie jego wykonującego partie wokalne. Cóż, ale to już nie w tym, jedynym znanym nam świecie.

Z Sambą Pa Ti kojarzyć się będzie Sueňos, a w „Europejskie” klimaty przenosi słuchaczy [i]You And I[/i].  Blues Magic już w tytule nawiązuje do Black Magic Woman, powraca więc tym razem inna inspiracja: dokonaniami Petera Greena.

W tanecznych klimatach

utrzymany jest materiał na jeszcze jeden przebój z tego albumu, nawiązujący do piosenek z krążka Supernatural Leave Me Alone, podobnie zresztą jak urocze kalipso Come As You Are. Całość kończy Forgiveness – coś na wieczorne wyciszenie.

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych

- pisał nasz wieszcz Adam przed blisko dwustu laty. Carlos Santana odbywa na najnowszej płycie podróż sentymentalną do czasów pierwszych i od razu wielkich sukcesów scenicznych. Wraca do tego, co było – najpewniej – najmocniejsze, gdy chodzi o muzyczne doznania. I jest to podróż bardzo udana.

(Santana, Santana IV, 2016)

[W NaTemat: 7 maja 2016]

sobota, 08 kwietnia 2017, mariuszgr4

Polecane wpisy

  • Przestrzelony na wylot

    Czterech kolegów siedzi w knajpie i popija piwo. Trzech rozmawia, a czwarty cały czas siedzi cicho. Jeden z tej trójki w końcu zwraca się do milczącego: - Jasiu

  • Carlos Santana – czyli najpiękniejszy sen o dolinie

    Żywioł rokendrolowo-latynoski okazał się zaraźliwy: nastrój nieskrępowanej i radosnej zabawy od samego początku przeniósł się na widownię, która niespotykanie g

  • "This Is America"

    W Raju codziennie rozbrzmiewała najpiękniejsza muzyka: cisza. Bóg tylko ptakom, tym, które obdarzył głosem wyjątkowym, pozwalał na jej naruszanie. Szatan w post

Kontakt