Ilustrowany blog muzyczny
Blog > Komentarze do wpisu

Peter J. Birch w pałacowej piwnicy

images3

Bardzo przyjemne wnętrze Piwnicy Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej było miejscem, gdzie pierwszy raz dane było mi oglądać na żywo Piotra Brzezińskiego, legitymującego się kilkuletnim stażem estradowym, a wciąż bardzo młodego songwritera pochodzącego z Wołowa na Dolnym Śląsku.

Wyjście tylko z gitarą na scenę, choćby niedużą, to bardzo 

trudna sztuka.

Nawet Bob Dylan odstąpił od tego po paru latach, zamieniając gitarę akustyczną na elektryczną i dokooptowując paru muzyków. Peter J. Birch, bo pod takim pseudonimem ukrywa się polski artysta, przynajmniej póki co, walczy sam, na dodatek jeszcze śpiewając teksty w języku angielskim. Z jednej strony  pozwala mu to w proporcjach jeden do jednego przekraczać granice (a czyni to często) i występować w Czechach, Niemczech albo innych krajach, z drugiej – na pewno utrudnia przekaz, a tym samym przebicie się na rodzimym rynku.

A ma wszelkie dane ku temu. Dysponuje

świetnym głosem,

w sytuacji koncertowej niczym nie różniącym się od tego na płytach, przez ponad godzinę dając bez problemu radę. Jeśli coś mnie zaczęło uwierać, to tylko nadmierne używanie wokaliz. Jeśli artysta nie potrafi z nich zrezygnować, to może wystarczyłoby odsunąć się wtedy nieco od mikrofonu?

Gdy chodzi o instrumentarium, ograniczyło się ono do gitary akustycznej, harmonijki ustnej w bodaj dwóch piosenkach oraz w jednym przypadku do komputerowego podkładu. Tego ostatniego spodziewałem się więcej, ale – pytany po występie Peter J. - bez entuzjazmu, raczej ironicznie skomentował ów aranż. Stąd, jak widać, bierze się ostrożne  podejście do takich rozwiązań. Co innego zespół towarzyszący, tego muzyk nie wyklucza, ale – wiadomo – większy, elektryczny skład wszystko zmienia: listę płac, wymogi sali itp. To już nie tylko wsiąść do pociągu z jednym pudłem.

Pieśni i piosenki się bronią, wiele z nich to 

potencjalne przeboje,

talentu kompozytorskiego bowiem nie można PJB odmówić. Inspiracje są rozległe, choć stylistycznie najbliżej oczywiście do Amerykanów – Townesa Van Zandta, wspomnianego Dylana czy Johnny’ego Casha, a więc folk, alt country - tzw. americana. Dziś Brzeziński ma na koncie cztery solowe albumy, występy na Open’erze i OFF Festivalu. Czy dane mu będzie zakosztować szerszej popularności, czy też pozostanie artystą  znanym tylko pewnej, mimo iż coraz większej, grupie słuchaczy?

(Peter J. Birch, Pałac Kultury Zagłębia, 17 października 2018)

poniedziałek, 05 listopada 2018, mariuszgr4

Polecane wpisy

Kontakt