Ilustrowany blog muzyczny
piątek, 25 maja 2012

Wiele lat temu jeden z moich studenckich kolegów, ku memu zdziwieniu przymierzający się do kariery naukowej, powiedział, że jak przeczytasz trzysta książek, to sprawiasz wrażenie, że przeczytałeś ich trzy tysiące. No właśnie, tylko że prawdziwe uprawianie – nie tylko nauki – polega nie na sprawianiu wrażenia, ale na rzetelnej wiedzy i, najlepiej, darze przekazywania jej innym.

środa, 23 maja 2012

Po raz pierwszy, przygotowany w pośpiechu, przy okazji wkładający kij w jazzowe mrowisko w stolicy Śląska. Trzy dni (28-30.04.2012), kilkanaście koncertów. Ostatecznie zdecydowałem się na trzy. Wiek już nie ten, coraz gorzej znoszę maratony muzyczne, a dla doznań estetycznych też lepiej, gdy jest ich mniej, nie nakładają się na siebie wzajem.

poniedziałek, 21 maja 2012

Dni Województwa Śląskiego, dzień pierwszy. Na początek Sokół Orkestar z gościnnym udziałem Renaty Przemyk. Było naprawdę dobrze. Popelinowy Golec uOrkiestra doprowadza mnie do białej gorączki, do Brathanków, choć grających z większą kulturą muzyczną, z Jackiem Królikiem na gitarze, też trudno było nie mieć zastrzeżeń.

sobota, 19 maja 2012

Podchodzę do Fryderyków trochę jak do list przebojów. Ponieważ są tylko raz w roku – nadstawiam ucha, co też tam, panie, w branży piszczy. List przebojów nie słucham już od dawna, nudzi mnie i męczy słuchanie wielu niepotrzebnych rzeczy, by natrafić wreszcie na coś, na czym warto zeprzeć ucho.

czwartek, 17 maja 2012

Z obozu Myslovitz już dawno dobiegały niepokojące wieści. Dla mnie, miłośnika muzyki ze Śląska, tym bardziej przykre. Wciąż mam w pamięci przypadek SBB, kiedy po rozwiązaniu zespołu nastąpił wieloletni regres.

środa, 16 maja 2012

Wreszcie spełniło się jedno z moich ostatnich możliwych do spełnienia muzycznych marzeń – zobaczyć Pana Piotrusia na żywo (do Poznania parę lat temu się nie wybrałem). Z pokolenia debiutujących w latach 60. zostało ich niewielu: Paul McCartney (ściślej - debiutował w poprzedniej dekadzie, nigdy nie był w Polsce), Eric Clapton (byłem w 1979 roku w „Spodku”, kiedy nie wyszedł na scenę) i Dawid Gilmour (do Gdańska nie pojechałem, podobnie jak na Claptona). I on.

wtorek, 15 maja 2012

Nie lubię oceniać płyt na gorąco. Co prawda z racji tylko amatorskiego zajmowania się muzyką moje opinie nikomu chwały nie przysporzą ani krzywdy nie zrobią, ale na swój własny użytek przekonałem się, że płyta musi się uleżeć w głowie. Począwszy od truizmu, że bardzo źle dla krążka, jeśli dobry wydaje się przy pierwszym słuchaniu, przy drugim znacznie mniej, trzecie powoduje niesmak, a czwartego razu już po prostu nie ma. Świetne płyty mało kiedy wpadają w ucho od pierwszego słuchania. Ich zaletą jest, że podobają się za każdym razem bardziej, aż gdzieś przy siódmym - dziesiątym stwierdzamy: „To jest kawał muzyki!”. I tak już zostaje.

Chcąc pisać, nie mam zamiaru doktoryzować się z rock’n’rolla. Dlatego że brak mi warsztatu: wiedzy, dostatecznej znajomości języka angielskiego, dostępu do płyt, książek itp. Ale przede wszystkim z tego powodu, że zupełnie nie o to mi chodzi. Działalność twórcza jest immanentną cechą ludzkiego istnienia. Wypływa z wewnętrznej potrzeby, powstaje z cierpienia albo ku rozrywce własnej i innych.

poniedziałek, 14 maja 2012

Rock’n’roll się zestarzał. Posiwiał. Dziś jest starszym panem po sześćdziesiątce. Ale nie jedynie z powodu wieku budzi szacunek i uznanie. To nie jest stary, taki sobie aktor, któremu biją brawo tylko dlatego, że żyje dostatecznie długo. To wielki artysta, który choć w sile wieku, w środku plonie ciągle żywym i jasnym ogniem, nadal wypluwając z siebie dzieła nieprzeciętne, a co pewien czas – wielkie. Wywrócił w historii muzyki jeśli nie wszystko, to wiele do góry nogami. Z prądu uczynił boga, z gitary – diabelskie narzędzie.

1 ... 41 , 42 , 43 , 44 , 45
 
Tagi
Kontakt